Choć pierwsza wzmianka
o grodzie w Poznaniu pojawia się dopiero w roku 1005 w kronice
Thietmara, to jednak wiadomo, że już w II połowie X wieku, w czasach
Mieszka I odgrywał on znaczącą rolę. Potwierdzają to odkrycia
archeologiczne- od przedwojennych, gdy odsłonięto potężne wały grodu,
nie mające odpowiednika we wczesnopiastowskiej Polsce, poprzez powojenne
odkrycia reliktów preromańskich i romańskich (w tym fragmentów
domniemanych mis chrzcielnych oraz grobowców Mieszka I i Bolesława
Chrobrego) w podziemiach poznańskiej katedry, aż po najnowsze, z lipca
1999 roku, odnalezienie fragmentów murów palatium Mieszka I. A wszystko
to dotyczy Ostrowa Tumskiego, najstarszej części Poznania, ale też
kolebki polskiego państwa i polskiego Kościoła. Już w 968 roku
Poznań był siedzibą biskupstwa misyjnego. Niewielki gród, jaki tu
prawdopodobnie przy przeprawie przez Wartę istniał, przekształcony
został w II połowie X wieku w potężną twierdzę państwa
wczesnopiastowskiego.
W 1253 roku Przemysł
I, na lewym brzegu Warty, lokował Poznań na prawie magdeburskim.
Realizują pełny program zachodnioeuropejskiego miasta, wytyczono rynek
(o wymiarach 140 X 140m) z wychodzącymi zeń 12 ulicami. Zaczęto wznosić
okazałe budowle, miasto otoczono murami, a jednym z elementów umocnień
stał się zamek wzniesiony w II połowie XIII wieku. Niewiele przetrwało w
Poznaniu materialnych pamiątek z okresu piastowskiego. Niektóre, jak
pozostałości grodowej zabudowy z czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego,
wciąż- miejmy nadzieję- czekają na archeologów, inne przebudowywane
przez wieki zmieniły swój wygląd całkowicie. Tak jak bazylika
archikatedralna pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła,
nekropolia Piastów. I choć w jej podziemiach do dziś możemy oglądać
relikty katedry preromańskiej i romańskiej, obecna świątynia ma kształt
gotyckiej bazyliki trzynawowej, z obejściem wokół prezbiterium i wieńcem
kaplic. Po zniszczeniach 1945 roku nie przywrócono jej XVIII-wiecznych
form jakie miała przed II wojną światową, ale przeprowadzona regotyzację
budowli. Wojenne zniszczenia, zwłaszcza nawy górnej, spowodowały, że
część wyposażenia świątyni uzupełniono obiektami sprowadzonymi ze
śląska. Po latach poszukiwań, w 1990 roku powróciły do katedry, powstałe
na przełomie XV i XVI wieku, słynne płyty nagrobne z norymberskiego
warsztatu Vischerów, zrabowane przez Niemców, o odnalezione w Ermitażu.
Najmniej ucierpiały w czasie wojny boczne kaplice, gdzie do dziś
podziwiać możemy prawdziwe arcydzieła rzeźbiarskie minionych
wieków.
Ale najsłynniejsza w
poznańskiej katedrze jest Kaplica Królów Polskich zwana powszechnie
Złotą Kaplicą, a ufundowana w ubiegłym stuleciu ze składek społecznych
trzech zaborów, a także...cara Rosji i pruskiego następcy tronu. W
kaplicy, o bogatym wystroju wczesnochrześcijańskim, umieszczono
neogotycki sarkofag pierwszych polskich władców (z elementami gotyckiego
nagrobka Bolesława Chrobrego wystawionego przez króla Kazimierza
Wielkiego) i posąg Mieszka I i Bolesława Chrobrego, ufundowane przez
Edwarda Raczyńskiego, autorstwa znakomitego berlińskiego rzeźbiarza
Christiana Raucha. W wędrówce po Ostrowie Tumskim nie sposób ominąć
cennego kościoła gotyckiego z I połowy XV wieku pod wezwaniem
Najświętszej Marii Panny, dzieła Hanusza Prusa. Według tradycji, stanął
on na miejscu, gdzie znajdowała się kaplica Dąbrówki. Tu w 1999 roku
odkryto fragmenty palatium. Tuż obok kościoła NMP wznosi się pochodząca
z XVI wieku Psałteria czyli dom dla księży psałterzystów zobowiązanych
do śpiewania psalmów w katedrze. Zarówno Psałteria, jak i zachowany do
dziś gmach Akademii Lubrańskiego wzniesione zostały przez jednego z
najznamienitszych duchownych, bpa Jana Lubrańskiego. Piastowskie czasy
pamięta kościół św. Jana Jerozolimskiego za Murami, na Komandorii,
wzniesiony na przełomie XII i XIII wieku, na terenie podarowanym
wcześniej joannitom przez Mieszka Starego. Ta romańska świątynia,
później przebudowywana, była pierwszą w Wielkopolsce i jedną z
pierwszych w kraju budowli wzniesionych z cegły. Jeśli zaś z Komandorii
i Ostrowa Tumskiego dojdziemy na Stary Rynek, o krok od niego, na
Wzgórzu Przemysła, leży najstarsza królewska rezydencja w Polsce. Zamek
zaczął wznosić w II połowie XIII wieku Przemysł I, kończył jego syn
Przemysł II, który w roku 1295 stał się pierwszym po 200 latach
koronowanym władcą polski. Zamek, górujący nad miastem, był wówczas
największym budynkiem świeckim na ziemiach polskich. Włączony w system
murów miejskich szczycił się najoryginalniejszymi rozwiązaniami
architektury obronnej. Od czasów Wacława Czeskiego był siedzibą
namiestnika królewskiego czyli starosty generalnego, a rezydencją
królewską w czasie pobytów monarchy. Rozbudowany został przez Władysława
Jagiełłę, który zatrzymywał się tu prawie co rok. Poczynając od wieku
XVI zamek popadł w ruinę. Jego północną część odbudowano w formach
barokowych z przeznaczeniem na miejsce składowania akt dopiero w roku
1783. W tym kształcie odrestaurowano część budowli po zniszczeniach 1945
roku. Do dziś zachowały się gotyckie piwnice, a zamek wciąż czeka
na odbudowę.
Prace archeologiczne
prowadzone w II połowie lat 70. XX wieku wykazały, iż pierwszy gród w
tym miejscu w VIII wieku. Został on jednak znacznie rozbudowany w X
stuleciu, a otaczające go wały, wysokie na 10 m, były szerokie u
podstawy na około 20 m. Te pozostałości wczesnośredniowiecznego grodu
(czyli grodzisko) leżą około 500m na północny zachód od trzech
rzucających się w oczy już z daleka wiatraków. Koźlaki te (z lat 1821,
1844, 1896) wraz z odtworzoną zagrodą młynarską (chata z 1829 roku z
Gębarzewa koło Gniezna, stodoła z 1801 roku z Dąbrówki Kościelnej) są
częścią Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy. Tu, w Moraczewie, Szlak
Piastowski wkracza na teren Lednickiego Parku Krajobrazowego
utworzonego w 1988 roku dla ochrony krajobrazu oraz zabytków związanych
z początkami państwa polskiego.
OSTRÓW
LEDNICKI
Badania archeologiczne
zaczęły się na tym terenie w roku 1856, kiedy wyspę na jeziorze Lednica
kupił Albin Węsierski, właściciel pobliskiego Zakrzewa. O Ostrowie
Lednickim zrobiło się wtedy głośno. Niestety, po śmierci Węsierskiego w
1875 roku, prace przerwano. Powrócono do nich dopiero w latach 30. XX
wieku, przy czym główne zainteresowanie archeologów skupiało się na
nowożytnym cmentarzysku znajdującym się na zewnątrz lednickiego grodu.
Tak naprawdę budowlami lednickimi zajęto się dopiero po II wojnie
światowej. Prowadzone badania odsłaniały tajemnice Lednicy, wysuwały
nowe hipotezy lub udowadniały wcześniej przyjęte założenia. Ale dopiero
wyniki prowadzonych od 1981 roku badań interdyscyplinarnych doprowadziły
do przełomowych odkryć.
Dziś już wiadomo na
pewno, że kamienne budowle – palatium, kaplica-baptysterium, kościół
grodowy – oraz mosty i urządzenia obronne na Ostrowie Lednickim powstały
w latach 60. X wieku i związane są z Mieszkiem I. Prawdziwą jednak
sensacją było odsłonięcie w latach 1988 i 1989 dwóch basenów
chrzcielnych na planie krzyża, co pozwoliło historykom wysunąć hipotezę,
iż być może właśnie tu, na Ostrowie Lednickim, Mieszko I wraz ze swymi
najbliższym otoczeniem, przyjął chrzest. Pojawiły się także
przypuszczenia, iż przylegające do kaplicy palatium było początkowo
domem biskupim, by dopiero po roku 1000 stać się rezydencją władzy, o
czym świadczy przeprowadzona wówczas przebudowa i likwidacja jednego z
basenów. Ale mimo tylu badań i bogatej już wiedzy o naszej państwowości,
Lednica – Pomnik Kultury Narodu Polskiego – otoczona jest nadal nimbem
tajemniczości. To zaś co z ziemi i widy udało się wydobyć można zobaczyć
w Skarbczyku w Małym Skansenie, usytuowanym przy przeprawie na wyspę. Na
jego terenie stoi też najstarszy w Polsce wiatrak, z 1585 roku,
przeniesiony z Gryżny.
WIELKOPOLSKI
PARK ETNOGRAFICZNY
Najpiękniej jest tu latem, gdy zza płotów wyglądają
kolorowe malwy, w ogrodach unosi się zapach dojrzewających owoców, na
polach szumi zboże, a wokół rozbuchana zieleń. Aż chce się wtedy
wędrować od chaty do chaty, przekraczać ich progi, by zobaczyć jak żyli
nasi przodkowie. A oglądać jest tu doprawdy co, zwłaszcza, że wszystkie
obiekty (poza replikami barokowego dworu ze Studzieńca koło Rogoźna i
XVII-wiecznych oficyn z Łomnicy koło Zbąszynia) są oryginalne. Do
skansenu przeniesione zostały z różnych stron Wielkopolski. W zabudowie
przeważają obiekty drewniane wzniesione konstrukcji zrębowej i
szkieletowej.
Wielkopolski Park
Etnograficzny, choć tworzony od 1975 roku, wciąż nie jest ukończony.
Najnowszym pozyskanym dlań obiektem jest kościół z Wartkowic. Skansen
odtwarza układ typowej, XIX-wiecznej wsi wielkopolskiej (choć są tu
także obiekty starsze i młodsze) z jej kształtem i wszystkimi
charakterystycznymi elementami – płotami, studniami, kapliczkami i
figurami przydrożnymi, ogrodami i polami uprawnymi. Jest nawet kaplica i
cmentarz z krzyżami, nagrobkami oraz dwoma grobami odnalezionymi w
tym miejscu przez archeologów: popielnicowym z pochówkiem ciałopalnym
kultury pomorskiej oraz szkieletowym z okresu wczesnego chrześcijaństwa.
Fakt zaś, iż wnętrza zarówno dworu jak i wszystkich chat są całkowicie
wyposażone sprawia wrażenie, że jesteśmy w prawdziwej zamieszkanej wsi.
GNIEZNO
O Gnieźnie można mówić
na różne sposoby – na przykład przypominając legendę o białym orle,
który wzleciał w górę z gniazda na oczach Lecha, Czecha i Rusa, a Lech
w tym postanowił wznieść gród i przyjąć owego ptaka za symbol
swego ludu. Można o nim mówić jako o pierwszej stolicy
kształtującego się państwa polskiego, o potędze grodu, o miejscu tak
ważnych politycznych wydarzeń jak zjazd gnieźnieński w 1000 roku. Można
mówić o pierwszej polskiej archikatedrze i koronacjach w niej polskich
królów. Można o nim wreszcie mówić jak o mieście świętego Wojciecha,
gdyż oficjalnie taką nazwę przyznała mu w 1994 roku Kongregacja do spraw
Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Kurii Rzymskiej, uznając tego
biskupa męczennika za patrona miasta.
Dziś najwspanialszym
świadkiem ponad tysiąc letnich dziejów Gniezna jest bazylika
archikatedralna pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
Pokolenia dodawały do niej kolejne dzieła sztuki tworząc harmonijną
całość. Romańskie podziemia, gotycka bryła, barokowy wieniec kaplic i
wyposażenie najwyższej klasy ze wszystkich epok, czynią z niej skarbnicę
polskiej kultury o europejskim wymiarze.Nie wiadomo ile było świątyń na
Wzgórzu Lecha, zanim obecną gotycką wzniósł w XIV wieku, człowiek
niezwykłej miary, abp Jarosław Bogoria Skotnicki. Na podstawie
zachowanych reliktów przypuszcza się nawet, że pierwsza świątynia
chrześcijańska stanęła tu pod koniec IX wieku, a więc kilkadziesiąt lat
przed oficjalnym przyjęciem chrztu przez Polskę w 996 roku. Odkryte
relikty wcześniejszych budowli można dziś oglądać w podziemiach katedry.
Gnieźnieńska katedra jest bazyliką trójnawową, z obejściem wokół
prezbiterium. Jej wnętrze otaczają dwie zakrystie, biblioteka, nowy
kapitularz, 3 kruchty oraz 13 kaplic. Ale chociaż każda z tych kaplic
zasługuje na oddzielną uwagę to jednak pozostają one w cieniu dwóch
katedralnych cudów: Drzwi Gnieźnieńskich oraz relikwii św. Wojciecha.
Opowiedziana na 18 pola drzwi z brązu historia życia i śmierci świętego
Wojciecha, od narodzin po złożenie do grobu, to najwspanialsze dzieło
sztuki romańskiej w Polsce. „Czytać” należy najpierw od dołu ku górze
skrzydło lewe, a potem od góry do dołu skrzydło prawe. Drzwi odlano
około 1170-1180 roku, prawdopodobnie w Gnieźnie, a ich twórcami byli
przypuszczalnie artyści znad Mozy. Najcenniejsze dla wiernych są jednak
otoczone czcią relikwie świętego Wojciecha, umieszczone w centralnym
miejscu prezbiterium. Wczesnobarokowy relikwiarz, ustawiony na
postumencie z czarnego marmuru, ma kształt srebrnej trumny z leżącą na
wieku postacią świętego w biskupich szatach. Relikwiarz, wykonany w 1996
roku przez gdańskiego złotnika Piotra van der Rennen, unosi sześć orłów,
a podtrzymują go na swych ramionach klęczące postacie symbolizujące
cztery stany: rycerski, mieszczański, chłopski i duchowny.
Odrestaurowany (bo
zbezczeszczeniu przez złodziei w 1986 roku) relikwiarz powrócił do
świątyni w 1987 roku. Nad nim ustawiono zrekonstruowaną w latach 1995-97
barokową konfesję, wzorowaną na dziele Berniniego z bazyliki św. Piotra
w Rzymie. Za konfesją znajduje się piękna, z czerwonego marmuru, gotycka
trumna św. Wojciecha, ufundowana przez abp Jakuba ze Sienna. Nie trzeba
też jechać do Krakowa, by obejrzeć dzieło Wita Stwosza – jego autorstwa
jest bowiem marmurowa płyta nagrobna bpa Zbigniewa Oleśnickiego,
znajdująca się w katedrze, pod chórem muzycznym. Ślady przeszłości
Gniezna można znaleźć nie tylko w katedrze i Muzeum Archidiecezjalnym ze
wspaniałymi zbiorami (m.in. inkunabuły, dzieła sztuki sakralnej,
portrety trumienne). Przeszłość Gniezna to także kościół św. Jana
Chrzciciela sięgający swą metryką połowy XIII stulecia, choć obecna
gotycka świątynia wzniesiona została sto lat później. Trzeba koniecznie
do niej zajrzeć, by zdążyć jeszcze ujrzeć piękne polichromie z końca XIV
wieku, malowane techniką „al secco”, które niestety mimo zabezpieczeń,
znikają pod wpływem światła i wilgoci. Gniezno to także kościół ojców
franciszkanów, których około 1259 roku sprowadził książę Bolesław
Pobożny i jego żona Jolenta. Świątynia, kilkakrotnie przebudowywana,
powstała z połączenia kościoła franciszkanów i oratorium klarysek
fundowanego przez Przemysła II, jest miejscem przechowywania relikwii
błogosławionej Jolenty, która u klarysek spędziła koniec swojego życia.
To wreszcie kościół farny Św. Trójcy z początku XV wieku, z interesującą
kaplicą Bractwa Literackiego powstałego w 1594 roku, którego celem było
szerzenie umiejętności czytania i pisania. Obowiązkiem każdego członka
bractwa było przekazanie tych umiejętności w ciągu roku trzem mężczyzną
lub...jednej kobiecie. Gniezno to także Muzeum Początków Państwa
Polskiego z interesującymi ekspozycjami.
TRZEMESZNO
Oba, ze srebra
częściowo złoconego, zachwycają misterią wykonania. Pierwszy, zwany
kielichem Dąbrówki, z pewnością do polski został przywieziony, choć
trudno określić, gdzie został wykonany. Drugi, nieco mniejszy, zwany
królewskim, ilustruje związki między władzą świecką i kościelną. O ile
kielich Dąbrówki jest z pewnością mszalny, o tyle Królewski
prawdopodobnie służy jako naczynie na krzyżmo w czasie liturgicznego
namaszczenia monarchy. Te jedne z najznamienitszych dzieł
romańskiego złotnictwa w Polsce, powstały w II połowie XII wieku,
a pochodzą z dawnego kościoła kanoników regularnych w Trzemesznie. Stąd
wywodzi się też piękny, agatowy kielich św. Wojciecha. Dziś, ze
względu na swą starość, wszystkie trzy kielichy znajdują się w
Muzeum Archidiecezjalnym w Gnieźnie.
Kanoników regularnych,
czyli norbertanów, sprowadził do Trzemeszna z Flandrii, na początku XII
wieku, Bolesław Krzywousty. To oni wznieśli tu w XII wieku trzynawową
bazylikę. W XII wieku kościół rozbudowano, wnosząc murowy klasztor
(rozebrany przez Prusaków w 1836 roku), a w dwóch kolejnych wiekach
świątynia otrzymała formę gotycką. Kolejna, tym razem gruntowna
przebudowa nastąpiła w drugiej połowie XVIII stulecia, gdy opat Michał
Kosmowski, twórca słynnego gimnazjum, przebudował kościół w stylu
barokowym. Mijały wieki, zmieniały się usta, kolejne epoki nadawały
świątyni swoje piętno. Niestety, wszystko strawił ogień podłożony przez
Niemców w 1945 roku. Wnętrze wypaliło się doszczętnie, w niektórych
miejscach, pod wpływem wysokiej temperatury, nadtopiły się nawet cegły.
Z powojennych zniszczeń kościół odbudowywano aż do 1960 roku.
Zrekonstruowano to, co dało się zrekonstruować, starannie wydobyto i
uwypuklono ocalałe romańskie elementy – fragmenty murów, dwie kolumny w
nawie głównej...
MOGILNO
Przed niemal 800 lat losy mogilna związane
były z klasztorem benedyktynów, których w roku 1065 sprowadził z Tyńca
Bolesław Śmiały. Z czasem opactwo rozrosło się, a poprzez liczne nadania
jego dobra objęły aż 23 wsie w Wielkopolsce i na Kujawach. Benedyktyni
przybyli do osady, która istniała tu już od VIII wieku. Na
wzgórzu, nazwanym później klasztornym, wznieśli w XI wieku dużą,
trójnawową bazylikę pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty. Świątynia, z
prezbiterium zamkniętym apsydą, transeptem i wieżą od strony zachodniej,
stał się jednym z najbardziej monumentalnych romańskich założeń
architektonicznych w Polsce. Kolejne przebudowy zmieniały jednak jej
charakter – w II połowie XIII wieku nabrała późno romańskich, w XVI
wieku otrzymała gotyckie sklepienia, w XVIII stuleciu wprowadzono do
niej formy barokowe. Ołtarz główny jest rokokowy, a łuk tęczowy pokrywa
młodopolska polichromia.
Jednak w świątyni
można też oglądać odsłonięte w ostatnich latach fragmenty polichromii z
XVI wieku oraz odkryte w latach 70. XX wieku, w czasie prac
wykopaliskowych, unikalne dwupoziomowe prezbiterium (obecnie krypta
wschodnia). Archeolodzy, pośrodku wirydarza dawnych zabudowań
klasztornych, odnaleźli też XI-wieczną studnię zasypaną w XV
wieku. Z okresem piastowskim związana jest również inna
świątynia Mogilna, kościół św. Jakuba. I choć wzniósł ją w połowie XII
wieku rycerz Zbylut, do naszych czasów przetrwała jej późnogotycka
postać, jaką otrzymała w XVI wieku
STRZELNO
Jest w strzelneńskich
świątynia coś niezwykłego, frapującego, coś co każe nam spojrzeć na
średniowiecze zupełnie innymi oczami. Niczym karta po karcie odkrywamy
świat wykształconych zakonnic, którym nieobce były najnowsze
osiągnięcia umysłowe ówczesnej Europy. Trzeba tylko umieć patrzeć i
odpowiednio czytać w zachowanych murach. Najnowsze badania
archeologiczne wykazały, że kościół Św. Trójcy, jak i rotunda wzniesione
zostały niemal jednocześnie, na tzw. surowym korzeniu, na przełomie XII
i XIII wieku, z fundacji palatyna kujawskiego Piotra Wszeborowica, który
sprowadził norbertanki do Strzelna z okolic Kalisza. Z Trzemeszna tez jest najbliżej
na Kemping u Zbyszka w Wilczynie nad jeziorem Kownackim.
Patrząc jednak na
fasadę ponorbertańskiego kościoła Św. Trójcy trudno się domyśleć jak
cenne elementy romańskie w sobie kryje. Jego obecny wygląd to wynik
wielkiej XVIII-wiecznej przebudowy. Wtedy świątyni nadano cechy
barokowe, łącznie z obramowaniem romańskich kolumn, międzynawowych,
które w takiej postaci zachowały się aż do 1946 roku. Gdy usunięto
obudowę ujrzano kolumny, którym dziś Strzelno zawdzięcza swą sławę. Na
dwóch kolumnach wschodnich nawy głównej, w trzech strefach
sześcioarkadowych, umieszczono personifikacje 18 cnót i 18 przywar – ze
względu na stan ich zachowania wciąż nie rozszyfrowanych jest pięć cnót
i cztery przywary. Rzeźby strzelneńskich kolumn są niezwykłe nie tylko
jak na warunki polskie, ale także europejskie, świadczą o dobrej
znajomości przez norbertanki ówczesnych traktatów teologicznych.
Bogaty program ma
także tympanon portalu w nawie północnej, z początku XIII wieku, jedyny
zachowany na pierwotnym miejscu. Pozostałe dwa są wcześniejsze, z końca
XII wieku – tympanon ze sceną Zwiastowania i fundacyjny przedstawiający
parę fundatorów ( mężczyzna trzyma model kościoła, kobieta księgę)
klęczących przy św. Annie z maleńką Maryją na rękach. Niezwykłym i
zagadkowym obiektem jest rotunda św. Prokopa, największa w Polsce
budowla romańska założona na planie koła. Prawdopodobnie rotunda
powstała jako miejsce przechowywania relikwii świętego Krzyża (takie też
wezwanie nosiła jeszcze w 17779 roku, kult zaś św. Prokopa narodził się
tu dopiero w połowie XVIII wieku), mogła też być mauzoleum rodowym
fundatora. Przez stulecia przechodziła różne koleje, ale najbardziej
ucierpiała w XVII oraz XIX wieku, gdy w czasie przemarszu wojsk
napoleońskich zamieniono ją na stajnię, a następnie przez 80 lat
użytkowano jako lamus. Odbudowa została podjęta dopiero w roku 1892, a
funkcje liturgiczne przywrócono jej w 1925 roku. Kościół ten ma
unikatowe rozwiązanie przestrzenne. W strzelneńskiej rotundzie do nawy
przylega od wschodu duże prezbiterium na rzucie kwadratu, a od zachodu
okrągła wieża a emporą na piętrze; po stronie północnej asymetrycznie
umieszczono dwie apsydy, być może miejsce wiecznego spoczynku
fundatorów.
KRUSZWICA
O tym jak wartość budynku nie decyduje o jego
popularności, a legenda zwycięża historię przekonać się można w
Kruszwicy. Tłumy turystów ciągną przede wszystkim do Mysiej Wieży, która
jak nazwa jej wskazuje powinna być tą budowlą, e której
niesprawiedliwego i okrutnego Popiela owe legendarne myszy zjadły.
Powinna, a nie jest wzniesiona. Wzniesiono ją bowiem w czasach, gdy o
Popielu rzeczywiście pozostały rzeczywiście pozostały już tylko
legendy. Jest reliktem zamku zbudowanego w połowie XIV wieku, za czasów
Kazimierza Wielkiego, ostatniego z Piastów. Stojąc u nasady Półwyspu
Rzępowskiego wrzynającego się w jezioro Gopło przyciąga nie tylko
legendą, z którą nie ma nic wspólnego, ale także wspaniałym
widokiem jaki roztacza się ze szczytu wieży na Gopło i
miasto.
Legendy jednak nie
biorą się z próżni. Prawdą jest, tam gdzie stoi dziś Mysia Wieża, w
okresie kultury łużyckiej, około 5000 roku p.n.e. założono gród. Z
czasów Polski piastowskiej, z I połowy XII wieku pochodzi zachowana do
dziś urzekająca romańska kolegiata św. Piotra. Mimo iż budowana
dwuetapowo sprawia wrażenie bardzo jednolitej, a malowniczo piętrzące
się jej bryły tworzą jedną z najpiękniejszych romańskich
kompozycji.
INOWROCŁAW
Jak na ironię, jeden z
najczystszych stylowo zabytków romańskich w Polsce, kościół pod
wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Inowrocławiu zwany jest
popularnie... Ruiną. Świątynie wzniesiono pod koniec XII wieku, z
granitowych ciosów, prawdopodobnie na miejscu tzw. kąciny czyli dawnej
słowiańskiej świątyni. A że w swych długich dziejach często pożary
niweczyły ją w ruinę, stąd też wzięła się jej potoczna nazwa. Kościół, z
zachowaniem wszelkich reguł stylu romańskiego, odbudowano w 1901 roku.
Uwagę przyciągają tajemnicze ryty i maski wtórnie wmontowane przy
portalu.Po kolejnych przebudowach, trójnawową bazyliką późnogotycką jest
z kolei kościół św. Mikołaja. Pierwotnie był to
zapewne kościół drewniany, wzniesiony w XIII wieku. Mury zaczęły tu
stawać dopiero około 1341 roku. I choć obecne wyposażenie jego jest
barokowe i rokokowe, to jednak elementy gotyckie znaleźć można choćby w
sklepieniach prezbiterium i zakrystii.
BISKUPIN
W chacie przy głównej ulicy można skosztować
podpłomyków. Ziarna bobu są słodkawe w smaku, choć mniejsze od tych, do
których przywykliśmy. Pasące się za ogrodzeniem zwierzęta stanowią
dodatkową atrakcję dla zwiedzających rezerwat archeologiczny w
Biskupinie. Traktowane są one jako coś odrębnego, nie mającego nic
wspólnego z archeologią. Tymczasem nic bardziej mylącego. I uprawy, i
hodowle to część realizowanego w Biskupinie programu archeologii
doświadczalnej. Smak archeologicznych doświadczeń turyści mogą zaś
poznać podczas wrześniowych festynów, które od 1995 roku tu się
odbywają.
A Biskupin przyciąga.
Przyciągał zresztą zawsze. To stanowisko, odkryte przypadkowo przez
miejscowego nauczyciela Walentego Szwajcera w 193 roku, badane na
początku przez słynnego profesora Józefa Kostrzewskiego, zajmuje
szczególne miejsce na mapie archeologicznej Polski. Zarówno ze względu
na wartość wykopaliskową, jak i sytuację polityczną, która towarzyszyła
badaniom od ich zarania. Biskupin uważany długo za osadę prasłowiańską
stał się w latach 30. XX wieku symbolem odwiecznej słowiańskości
zachodnich ziem Polskich. Do wyobraźni zwiedzających przemawiały od 1936
roku pierwsze rekonstrukcje osady wzniesione przez Ekspedycję
Wykopaliskową na podstawie oryginalnych pozostałości grodu. Po II wojnie
światowej rekonstrukcje te, zniszczono przez okupantów, odbudowano i
powiększono. Na terenie liczącego 23 ha biskupińskiego rezerwatu
odkryto ślady bytowania człowieka od starszej epoki kamienia aż po
wczesne średniowiecze. Najbardziej jednak znana jest osada kultury
łużyckiej z wczesnej epoki żelaza (niedawne badania wykazały, że jest
ona starsza o 200 lat niż dotąd sądzono, gdyż większość drewna użytego
do tej budowy ścięto zimą 738/737 roku p.n.e. ) zbudowana na podmokłej
wyspie (dziś półwysep) o powierzchni około 2 ha. Otaczał ją,
zabezpieczający przed podmywaniem i utrudniający dostęp do osiedla,
potężny falochron i równie potężny wał. Wewnątrz osady, wzdłuż ulic
poprzecznych stało 13 rzędów domów o prostokątnych (czasem trapezowym)
kształcie i powierzchni 70-90 m kw. Każdy dom składał się z przedsionka
oraz izby, pośrodku której znajdowało się palenisko. Przyjmując, że w
jednym domu mieszkała 7-10-osobowa rodzina, to w około 100 domach żyło
od 700 do 1000 mieszkańców.
Nie wiadomo dokładnie
kiedy i dlaczego opuszczono osadę. Jej teren został zalany i zamulony.
Dzięki konserwującym właściwościom namułów i brakowi dostępu powietrza
drewno w znakomitym stanie przetrwało do naszych czasów. Paradoksalnie,
na zniszczenie narażone zostało po odkryciu – niszczy je wilgoć i zmiany
temperatury. Dlatego po badaniach część wykopów z najcenniejszymi
k0onstrukcjami została zatopiona ponownie i czeka aż zostanie znaleziona
odpowiednia metoda ich konserwacji.
WENECJA
Ruiny weneckiego zamku najlepiej zwiedzać w ciągu dnia. Tu
wciąż żywe są bowiem opowieści o „Diable Weneckim” odbywającym swą
pokutę w lochach zamczyska. A któż chciałby się spotkać z duchem
„Krwawego Diabła” czyli Mikołaja z Chomiąży, herbu Nałęcz, na którego
zlecenie w latach 80.XIV wieku wzniesiono zamek w Wenecji? Przez niemal
20 lat piastował urząd sędziego kaliskiego, ale źródła historyczne
zaprzeczają jakoby ów przydomek otrzymał w zamian za surowe wyroki.
Miejscowe legendy przypisują mu za okrutne traktowanie swoich poddanych.
Prawdopodobnie jednak otrzymał go za wyczyn w latach 1383-86, podczas
wojny domowej między wielkopolskimi możnowładcami: Grzymalitami i
Nałęczami.
Po śmierci Mikołaja
zamek stał się własnością arcybiskupów gnieźnieńskich. Znakomicie
ufortyfikowany miał bronić tej części Wielkopolski przed Zakonem
Krzyżackim. Po pokoju toruńskim w 1466 roku stracił jednak na znaczeniu
i zaczął popadać w ruinę. Dziś pozostały z niego jednak fragmenty murów
obwodowych oraz wewnętrzny dziedziniec. W ciekawą podróż w przeszłość
można wybrać się w Muzeum Kolei Wąskotorowej, znajdującym się w pobliżu
zamku. Warto choć na chwilę przysiąść w stylowej poczekalni, by wczuć
się w atmosferę kolei sprzed wielu lat. A na zewnątrz prawdziwa stacja,
ze wszystkimi urządzeniami i znakami kolejowymi, tyle że jakby
wyje tymi z lamusa historii. Na wąskich torach stoją parowozy z lat
1899-1950, w starych wagonach obejrzeć można dawne mundury kolejarskie,
narzędzia drogowe, wyposażenia wagonów osobowych i pocztowych.
Największą jednak atrakcją jest urokliwa stara kolejka wąskotorowa
kursująca latem między Żninem a Gąsawą.
GIECZ
Z Poznania bowiem 1300 pancernych rycerzy i 4000
żołnierzy z tarczami, z Gniezna1500 pancernych i 5000 tarczowników, z
Włocławka grodu 800 pancernych i 2000 tarczowników, z Giecza 300
pancernych i 2000 tarczowników; ci wszyscy niezwykle waleczni wprawni w
rzemiośle wojennym występowali do boju za czasów Bolesława Wielkiego...
– tak pisał na przełomie XII i
XIII wieku czyli niemal w sto lat po śmierci Bolesława Chrobrego,
kronikarz Gall Anonim.
Jawił się więc Giecz
wśród najpotężniejszych grodów wczesnopiastowskiej Polski. I takim był w
rzeczywistości. W państwie budowanym przez pierwszych Piastów miał
znaczenie ogromne. Dzięki swemu położeniu był bowiem grodem
strategicznym mającym bronić od południa dostępu do stołecznych ośrodków
wczesnopiastowych – leży on bowiem w linii prostej około 25 km od
Gniezna i Ostrowa Lednickiego oraz około 30 km na południowy wschód od
Poznania. Do dziś pozostałości tego potężnego niegdyś grodu budzą
podziw. Wynik najnowszych badań archeologicznych z II połowy lat 90. XX
wieku rozwiewają powoli dotychczasowe tajemnice. Już dziś wiadomo na
pewno, że gród nie powstał wcześniej niż w I połowie X wieku, a wie
wówczas, gdy Piastowie w sercu tworzonego państwa budowali najważniejsze
umocnienia. Już ten najstarszy gród otaczał potężny wał obronny. Wtedy
też w jego pobliżu powstały pierwsze osady. Największa świetność Giecza
przypadła na wiek XI. Prawdopodobnie jeszcze przed końcem X wieku
zaczęto nigdy nie ukończoną budowę książęcego palatium, którego
fundamenty są w zarysie bardzo podobne do palatium na Ostrowie
Lednickim. Nie wiadomo dlaczego zrezygnowano z jego wznoszenia.
Archeolodzy wykazali, że uczyniono to na przełomie X i XI wieku, a
więc ponad 30 lat przed najazdem Brzetysława w 1038 roku, z którym to
wydarzeniem wiązano zaniechanie budowy rezydencji. Najnowsze wyniki
badań archeologicznych, że o ile druga faza budowy kościoła św. Jana
Chrzciciela na terenie grodu pochodzi z I połowy XI wieku, o tyle
pierwszą fazę można datować na przełom wieków X i XI, a więc na pierwsze
lata chrześcijaństwa w Polsce. Kościół ten miał co najmniej 17 m
długości, a jego szerokość sięgała prawdopodobnie 8-10 m. Jednocześnie,
podczas badań w romańskim XII-wiecznym kościele św. Mikołaja stojącym w
dawnej osadzie targowej odkryto pozostałości świątyni z I połowy XI
wieku. Ale może znajdowała się tu także wcześniejsza budowla, bowiem pod
apsydą odnaleziono jeszcze stare relikty. Badania archeologiczne trwają.
Już jednak sam fakt odkrycia dwóch potężnych z początku XI wieku,
leżących w dodatku w tak niewielkiej odległości od siebie każe chylić
czoło przed potęgą tego miejsca i znaczeniem jakie miało ono w
początkach naszej państwowości.
Wszystkie miejscowości na Szlaku Piastowskim położone są w bliskiej
odległości od DOMKU LETNISKOWEGO w Wilczynie
Gorąco zachęcamy do zwiedzenia tych miejscowości.